Wczoraj Krzysztof Hołowczyc stracił na trzy miesiące prawo jazdy. Powód – przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym. Zdarza się nawet najlepszym. Do powyższej sytuacji mogłoby nie dojść, gdyby wybitny kierowca rajdowy jechał przepisowo albo ….. korzystał z ostrzegaczy drogowych.

Reklama

1 marca 2018 roku nie był szczęśliwym dniem dla Krzysztofa Hołowczyca. Za przekroczenie prędkości w terenie zabudowanym stracił na trzy miesiące prawo jazdy. Wydarzenie odbiło się dużym echem w polskich mediach. Do całej sytuacji odniósł się sam sprawca wykroczenia, komentując zaistniałą sytuację na swoim profilu na Facebooku:

„Jak pewnie wiecie już z mediów wczoraj straciłem prawo jazdy na 3 miesiące. Sytuacja w zasadzie banalna. Jedziemy sobie razem z Maćkiem Wisławskim do Polanicy na spotkanie z klientami pewnego dużego banku. Dojeżdżamy do Nowej Rudy, wspominając sobie nasze niegdysiejsze zwycięstwa odniesione tych okolicach. Jechaliśmy spokojnie, raczej nie szybciej niż 100 km/h. W pewnym momencie dojeżdża do nas z tyłu nieoznakowany samochód policji w wideorejestratorem. Policjanci twierdzą, że według ich zapisu wideo jechaliśmy 113 km/h w terenie zabudowanym i w związku z tym zatrzymują mi prawo jazdy. Tłumaczymy im z Maćkiem, że jesteśmy przekonani, że nie jechaliśmy powyżej 100 km/h, że odczyt to jest ich prędkość a nie nasza, że taka metoda pomiaru nie jest precyzyjna, że są wyroki sądów w tej materii. Pokazujemy, że w radiowozie ciśnienie kół jest sporo za niskie i to też zawyża wskazywaną prędkość. To wszystko na nic. Oczywiście nie zgadzam się na przyjęcie mandatu, uważając, że pomiar był przeprowadzony nieprawidłowo. Nie zmienia to faktu, że zatrzymują moje prawo jazdy.
Nie chcę się usprawiedliwiać, używając jakichś tanich chwytów. Rzeczywiście nie zauważyłem znaku obszar zabudowany, podobnie jak i Maciek, który jako doświadczony pilot jest na wszelkie znaki drogowe bardzo wyczulony. Być może zasłoniła nam go wyprzedzana chwilę wcześniej ciężarówka albo po prostu zagadaliśmy się. Tak, czy owak nie jechaliśmy nadzwyczaj szybko, raczej relaksowo.
To kolejny przykład, jak ta nieprecyzyjna, obarczona wieloma wadami metoda policyjnego pomiaru prędkości, którą łatwo zafałszować choćby naciskając w trakcie pomiaru nawet na kilka sekund pedał gazu w radiowozie, może wywołać dotkliwe sankcje, szczególnie dla kogoś takiego jak ja, kto bez samochodu nie istnieje…” [red. pisownia oryginalna]

Zarówno post Hołowczyca, jak i całe zdarzenie jest mocno komentowane w mediach społecznościowych. Użytkownicy są podzieleni. Jedni uważają, że prawo powinno działać tak samo dla wszystkich, jednak zdecydowana większość, przyznaje kierowcy rajdowemu rację, iż pomiary dokonywane przez policyjne rejestratory prędkości nie są poprawne. To z kolei temat, nad którym co jakiś czas pojawia się duża wrzawa, a kancelarie typu Anuluj Mandat walczą w imieniu kierowców w sądach i często wygrywają nawet sprawy.

Bezdyskusyjnym w tej sytuacji jest fakt, że do przekroczenia prędkości doszło. Hołowczyca spotkało to, co spotyka codziennie tysiące kierowców na polskich drogach. Oczywiście smaczku dodaje zdarzenie, że poszkodowanym jest popularna osoba publiczna, która zrobiła wiele dla promocji bezpieczeństwa w ruchu drogowym. Być może, jeśli w ogóle dojdzie do rozstrzygnięcia w sądzie, pod lupę zostaną po raz kolejny wzięte rejestratory, którymi posługuje się policja. Jednak bądźmy realistami i cudów w tej kwestii nie oczekujmy. Lepiej postarajmy się do takich sytuacji nie dopuszczać, bo technologia na to pozwala.

Gdzie Yanosik czy AutoRadar?

W dobie wszechobecnego Internet of Things i mnogości różnego rodzaju aplikacji dla kierowców, do zdarzenia mogłoby w ogóle nie dojść. Hołowczyc od wielu lat jest głosem AutoMapy, a przypomnijmy, że w aplikacji nawigacyjnej działa funkcja AutoRadar (kiedyś jako odrębna aplikacja), ostrzegająca m.in. o miejscach kontroli drogowej. I o ile rozumiemy fakt, że mając u swojego boku pilota rajdowego (Maciej Wisławski), nawigacja była zbędna, to o tyle Yanosik czy wspomniany powyżej AutoRadar całą sprawę by załatwił. A przynajmniej do niej nie dopuścił.

Szansę na promocję swojego podobnego rozwiązania również zauważył NaviExpert, posiadający w nawigacji funkcję ostrzegacza oraz osobną, darmową aplikację dla kierowców – Rysiek, dodając komentarz pod wpisem Hołowczyca na Facebooku:

Rynek ostrzegaczy w Polsce

Niekwestionowanym liderem mobilnych ostrzegaczy drogowych w Polsce jest Yanosik. To on z powodzeniem zastępuje znane od lat CB radio i nie ma chyba kierowcy w Polsce, który by o Yanosiku nie słyszał. Sam dostawca aplikacji chwali się na swojej stronie internetowej, że apka osiągnęła już ponad 6 milionów pobrań. Oczywiście nie przekłada się to na liczbę aktywnych użytkowników, ale to i tak liczba, którą niemal każdy dostawca chciałby się pochwalić. Z Yanosikiem przez długi okres starał się konkurować francuski Coyote, też od kilku lat obecny w Polsce. Jednak jak to bywa w przypadku rozwiązań opartych o działania użytkowników – aby było skuteczne, musi mieć masę. A jej niestety Francuzom w Polsce wciąż brakuje. I mimo, że z roku na rok jest lepiej, to do 6 milionów pobrań jeszcze długa, długa droga. Przytoczony powyżej NaviExpert czy AutoMapa to także doskonałe narzędzia ostrzegające, zintegrowane przede wszystkim z nawigacją online. O swoją pozycję wśród rodzimych kierowców walczy również Waze, mający coraz większe grono oddanych użytkowników, dzielnie informujących o zdarzeniach na drodze.

Ostrzegacze w samochodach jako OEM

W czasach Connected Cars, gdy z salonów samochodowych wyjeżdżają coraz bardziej zaawansowane technologicznie auta, aż się prosi, by Yanosik, Rysiek czy AutoMapa pojawiła się w preinstalowanych aplikacjach. We francuskich samochodach sprzedawanych w naszym kraju był Coyote, ale z działaniem w Polsce miał problemy, więc tak, jakby go nie było. W żadnym z testowanych w redakcji Connected Life aut nie udało się go uruchomić. Wiemy, że co najmniej dwóch przedstawicieli koncernów samochodowych wreszcie widziałoby miejsce w swoich platformach dla Yanosika, ale póki co – do współpracy nie doszło (btw. chętnie pomożemy w kontakcie). Oczywiście z pewnością łatwiej będzie dostawcom aplikacji dostać się (z czasem) na platformy typu Android Auto czy CarPlay, jednak to rozwiązanie połowiczne. Czemu? Bo w naszej ocenie, zarówno rozwiązanie Apple`a, jak i Google`a dedykowane dla kierowców, kompletnie póki co do tego się nie nadaje. Sama idea jest jednak jak najbardziej słuszna, ale ubogość aplikacji, jak chociażby w przypadku CarPlay – pozycjonuje to narzędzie w najlepszym wypadku jako dodatkowy gadżet.

Paradoksalnie może się okazać, że to, co spotkało Krzysztofa Hołowczyca, przyczyni się do wzrostu pobrań aplikacji ostrzegających. A jak twierdzą nawet sami przedstawiciele drogówki – nie ma w tym nic złego, bo koniec końców, przełoży się to na bezpieczeństwo na drogach, na którym przecież wszystkim zależy. A jeżeli zdarzenie spowoduje ponowną dyskusję na temat poprawności działania sprzętu używanego przez policję – też dobrze. Hołowczycowi oczywiście współczujemy, ale prawdą jest, że nawet najlepszemu kierowcy przydałby się ostrzegacz drogowy. Czy to w formie aplikacji czy też urządzenia.

Nie da się też ukryć, że nowy rok nie zaczął się najlepiej dla polskiego kierowcy rajdowego. Nie dalej jak kilka tygodni temu został przedstawiony jako ambasador marki JustDrive, która miała umożliwiać kierowcom tankującym na stacjach Orlen płatności za pośrednictwem aplikacji. Niestety po kilku dniach od premiery, na skutek perypetii pomiędzy JustDrive a koncernem paliwowym, aplikacja zniknęła z rynku. Można by przekornie nawet rzec, że nie po drodze mu z aplikacjami dla kierowców. Oby kolejne miesiące 2018 były bardziej łaskawe.

 


Przypominamy, że m.in. rozwiązania dla kierowców z zakresu Internet of Things czy Connected Cars będą prezentowane podczas kwietniowych targów IoT Poland Show, odbywających się w Warszawie. Przyjdź i zobacz, co zmienia motoryzację

Poprzedni artykułTelematics Forum 2018: Telematyka to coraz większy biznes
Następny artykułVolvo XC40 – Car of The Year 2018
Niezależny ekspert w branży Internet of Things z kilkunastoletnim doświadczeniem. Posiada bogatą wiedzę oraz doskonałą znajomość krajowego i światowego rynku związanego z usługami „connected”, w tym M2M i IoT. Jest pomysłodawcą oraz założycielem portalu lokalizacja.info, magazynu Connected Life, organizatorem cyklu wydarzeń z serii Connected Life Business Events: Navigation Trends, Geomarketing Forum, Telematics Forum, Connected Health czy Connected Insurance. Organizator pierwszych w Polsce targów Internet of Things - IoT Poland Show. Prowadzi także działalność doradczą dla firm z sektora M2M/IoT. Prelegent. Mentor. IoT Evangelist.

5 KOMENTARZE

  1. Panie Pawle, zachęcamy do sprawdzenia i korzystania na co dzień z aplikacji Waze (Google). Świetnie działa na smartfonach (Android, iOS) i w pojazdach z systemem Android Auto. Ford w swoim systemie Sync3 już niebawem umożliwiać będzie (kwiecień br.) również korzystanie z tej aplikacji przekazującej kierowcom ważne informacje drogowe. Do tego stale rosnąca liczna użytkowników, świetny interfejs, intuicyjna obsługa, baza POI z Google Maps i wiele innych pożytecznych funkcji. Nie sposób pominąć sprawnie działającej polskiej społeczności Waze. Proszę poczytać o Waze Connected Citizens Program, który swoją funkcjonalnością obejmuje wiele ważnych miast i aglomeracji świata. Słowo CONNECTED jest bardzo ważne. Pozdrawiam!

  2. U mnie najlepiej sprawdza się Yanosik, dzięki niemu już od lat nie dostałem mandatu. Ale druga prawda jest taka, że nawet Hołowczyc powinien uważać i nie przeginać. Choć ja z Yanosika właśnie korzystam dlatego, że uważam, że niektóre policyjne pomiary nie mają nic wspólnego z rzeczywistą prędkością…

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here